Yelonky
Luty 19, 2020, 03:29:08 am *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności: Forum zostało uruchomione!
 
   Strona główna   Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja  
Strony: [1]   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Ogień własny  (Przeczytany 3507 razy)
Adam
Administrator
Weteran
*
Offline Offline

Wiadomości: 1594



Zobacz profil Email
« : Lipiec 28, 2015, 10:50:56 am »

Miałem to dopisać do innej wiadomości, ale jakoś rozwinęło się w trakcie, więc wydzielam jako osobny temat.
Na marginesie opisu wspomnień Wilsona dopiszę dla pamięci, że koniecznie trzeba uwzględnić ostrzał własny - w tych wspomnieniach to się zdarza nieomal rutynowo, a jest dosyć dokładnie opisane jak i dlaczego (błędy rozpoznania, nie ta amunicja itd.). Moim "ulubionym" opisem jest zbombardowanie kompanii piechoty. Weszła ona do zajętej przez inny oddział wsi i rozwijała natarcie wychodząc po drugiej stronie. Z jakiegoś powodu obserwator krążący nad polem walki pomylił ich z uciekającymi ze wsi Niemcami i wezwał bombowce, które całkiem skutecznie wykonały nalot.
Matthew Parker w swoim "Monte Cassino" podaje, że w Italii ok.30% strat alianckich wynikło z własnego ognia. Patrząc na sposób prowadzenia walki sądzę, że to możliwe, jednak na innych frontach nie musiało być aż tak źle - górzysty teren półwyspu powodował, że po pierwsze trudno było obserwować i kierować ogniem, a po drugie często rwała się łączność i raz rozpoczęty ogień trudno było powstrzymać (co oznaczało ciężkie straty dla pechowców - co innego, kiedy w kogoś trafi jedna czy dwie salwy, a gorzej jak 15-minutowy ogień zaporowy). Z ciekawostek w tej książce - wiele przypadków zranień, a nawet śmierci, wynikło z ostrzału pociskami dymnymi, który kierowano na własne pozycje lub bardzo blisko. Od pocisków odpadały metalowe części, które działały jak odłamki.
Zapisane

"Wszelki krok, który by odsuwał państwo od omnipotencji, będzie zarazem krokiem postępu dla etyki, oświaty i dobrobytu." Feliks Koneczny
Adam
Administrator
Weteran
*
Offline Offline

Wiadomości: 1594



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #1 : Październik 13, 2015, 11:11:03 am »

Kończę właśnie czytać "Canadians under fire" Roberta Engena i tam podane jest, że Kanadyjczycy w czasie wojny ponieśli 7% strat od ognia własnej artylerii, a sumarycznie ok.17% od własnego ognia.
Podaje też, że załogi czołgów w ferworze walki czasami ostrzeliwały z kaemów własną piechotę (bo trudno rozróżnić przy słabej widoczności z pojazdów, a czuli się zagrożeni).

Sądzę, że niezależnie od dokładnych liczb widać, że własny ogień zadawał pewnie w każdej armii znaczny odsetek strat. I tutaj mam pewien problem, ponieważ w miarę realistyczne uwzględnienie tego zagadnienia może zdołować grę (rozwijamy sobie natarcie, dobrze idzie, a tu nagle ogień z nieba i panika). Z jednej strony dobrze, bo wiarygodnie, z drugiej co to za przyjemność zostać załatwionym przez przypadek?
Zapisane

"Wszelki krok, który by odsuwał państwo od omnipotencji, będzie zarazem krokiem postępu dla etyki, oświaty i dobrobytu." Feliks Koneczny
Andrzej
Członkowie klubu
Aktywny użytkownik
*
Offline Offline

Wiadomości: 220



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #2 : Październik 13, 2015, 07:45:25 pm »

Pod Falaise, Amerykanie zbombardowali naszą dywizję. Straty ok 300 żołnierzy i wyhamowany impet natarcia. Amerykanie tradycyjnie bombardowali "na lidera".
Zapisane
Adam
Administrator
Weteran
*
Offline Offline

Wiadomości: 1594



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #3 : Październik 14, 2015, 01:30:52 pm »

Pod St.Lo zbombardowali sami siebie, straty były chyba ze dwa razy większe (700 ?).
Wilson pisał, że jak widzieli potem własne krążące samoloty, to od razu się niepokoili. Ciekawy jest ten efekt moralny lotnictwa - W. podawał też jakiś przykład, że na całej trasie przelotu pojedynczego niemieckiego samolotu wszyscy żołnierze chowali się w panice jak mogli - a oni tylko na zwiad przylecieli.
Zapisane

"Wszelki krok, który by odsuwał państwo od omnipotencji, będzie zarazem krokiem postępu dla etyki, oświaty i dobrobytu." Feliks Koneczny
Andrzej
Członkowie klubu
Aktywny użytkownik
*
Offline Offline

Wiadomości: 220



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #4 : Październik 15, 2015, 06:26:57 pm »

No tak, ale czym innym jest "friendly fire" a czym innym obawa przed wykryciem.
Podobna sytuacja miała miejsce podczas walk o Monte Cassino. Gdy na niebie pojawiał sie aliancki Piper, cichły wszystkie stanowiska ogniowe Niemców. Pipery były samolotami obserwacyjnymi artylerii.
Zapisane
Strony: [1]   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.11 | SMF © 2006-2009, Simple Machines LLC Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!