Yelonky
Czerwiec 26, 2019, 03:17:33 am *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności: Forum zostało uruchomione!
 
   Strona główna   Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja  
Strony: [1] 2 3 4 5 6 7 8 ... 10
 1 
 : Czerwiec 19, 2019, 03:40:20 pm 
Zaczęty przez michal - Nowe: wysłane przez Adam
Pograjmy, może wyjdzie coś ciekawego. Łapię chyba Twoją myśl przewodnią, a szczegóły to chyba wygodniej na bieżąco omówić. Dotychczas nam się taka metoda sprawdzała.

Ad.3
Masz rację, że w tej chwili wpływ gracza na wynik jest mały. Mnie to pasuje i skupiam się na smaczkach, które samorzutnie pojawiają się w trakcie gry. Czasami wyjdzie mniej interesująco, ale tak może być i w życiu. Mieliśmy grę, gdzie po fazie skradania itp. w dwa ruchy powstrzymano gwałtownie całe natarcie i było po grze. Faktycznie odczucie gracza może być nieprzyjemne (wpływ na to miał prawie żaden - takie wyniki rzutów), ale nie powiem, żeby to nie był realistyczny wynik.

 2 
 : Czerwiec 19, 2019, 12:28:43 pm 
Zaczęty przez michal - Nowe: wysłane przez michal
1. Drużyna to za dużo.
2. Myślałem o dynamicznym.

Chodzi o grupki ludzi. Tak sobie wyobrażam, że jak siedzą w 3-4 za szopą to jeden, któremu się chce będzie raczej namawiał pozostałych i w końcu ich przekona i ruszają, albo nie to on też raczej zostanie, a nie rzuci się sam walczyć. To jest ten "aktywista". Jeśli aktywnych było 10-15% to przecież nie oznacza, że do ataku szło 9-12 ludzi z kompanii niemieckiej, tylko, że 9-12 się chciało ale jakaś część została dodatkowo pociągnięta. Sam dowódca by się zamotywował na śmierć jakby miał sam popychać 6-7 ludzi, którym się nie chce. Pomijam, że motywowanie jest "absorbujące" i uniemożliwia realizację pozostałych zadań.

3. Czy chaos jest właściwie duży, czy nie nie chcę dyskutować - nie byłem na wojnie. Problem mój polega na tym, że taka skala bałaganu powoduje, że wpływ gracza jest znikomy - nie da się realizować jakiegokolwiek plan więc trochę to przypomina grę w karty w "Wojnę" - oczywiście przejaskrawiam, ale celowo. Tak jak pisałem nie przeszkadza mi to po prostu muszę się przyzwyczaić.

4. Pluton (25-28 ludzi) w natarciu podzieli się na 6-8 grup, z których 4-5 będzie nacierało. Przy czym w 1-2 będą już nie chętni (ciągnięci na siłę) więc będzie następowało stopniowe zniechęcanie. Może ostatnie 7m z granatem przebiegnie tylko jeden modląc się, żeby koledzy, jak już nie biegną, to żeby chociaż postrzelali na odstraszenie. Ale tak jak pisałem 1 gość idący sam przez 30-50 metrów terenu zabudowanego (nie mówiąc o otwartym) by zrealizować zadanie to raczej ultra jednostkowe przypadki a nie standard.

5. Trochę inną sytuacją jest jeśli pluton np 25 osób atakuje w zwartej grupie. To wtedy z tych ludzi może wydzielić się grupa 4-6 ludzi prących do przodu pod światłym przywództwem szefa lub nadaktywisty. Ale wtedy mamy do czynienia jednak z grupą. I to mi się klei.

6. Na próbę proponuję zweryfikować te grupy. Może zadziała.

7. Terror ogniowy to jednak dość częsty przypadek i w obronie i w ataku - warto o tym pomyśleć.

MB

 3 
 : Czerwiec 18, 2019, 01:58:32 pm 
Zaczęty przez michal - Nowe: wysłane przez Adam
Coś podobnego już ćwiczyliśmy, główna różnica była taka, że testowaliśmy drużynę zamiast pojedynczego żołnierza. Dało się grać, ale stwierdziliśmy, że bardziej "romantycznie" jest na niższym szczeblu (wychodzą kowbojskie akcje).
Nie mam problemu, żeby poćwiczyć takie rozwiązanie z grupkami. Pytanie tylko, jak je określamy? Funkcjonalnie to się co chwila zmienia. Na stałe na całą grę? Coś trzeba wymyślić.

Odnośnie uwag o cofaniu itp. - tak jest w tej chwili, tylko się o tym pamięta albo nie.

Terror ogniowy - nie mam dobrej koncepcji. Tzn. w tej chwili on trochę wychodzi sam - jeżeli iluś tam zaległo lub się przestraszyło, to jest potrzebny efekt. Oczywiście nie są rozróżniane "ilości pocisków" przy testach. Obawiam się tylko, żeby to nie skomplikowało nadmiernie gry.

Uwaga ogólna: nie zgadzam się, że chaos jest zbyt duży. Uważam, że aktualna wersja dosyć dobrze oddaje rzeczywiste pole walki na tym szczeblu. Jest to generalnie, cytując wieszcza, "pożar w burdelu".
Fakt, że drużyny szybko tracą chęć do walki jest zupełnie normalny. Ja się raczej obawiam, że u nas za szybko dochodzą do siebie. Ale czas i kłopot z aktywowaniem wojska wydaje mi się zupełnie prawidłowy.

Odnośnie "aktywistów", to moim zdaniem ich jest mało i są mniej lub bardziej przypadkowo rozproszeni. Różni autorzy szacują ich liczbę na ok.10%. Do mnie przemawia opis Wigrama, gdzie opisuje "dowodzącego i trzech czy czterech śmiałków" (nawet procent się zgadza). Do nich mogą dołączyć jacyś inni. I to jest ilość na pluton. W aktualnej wersji dosyć dobrze koreluje się to z ilością dowódców w plutonie (i oni są "samonaprawialni" i mogą ciągnąć innych za sobą). Faktycznie ci śmiałkowie to niekoniecznie są akurat wyżsi rangą, ale pewna tendencja jest, a funkcjonalnie to nam w sumie bez różnicy.
Taki luźny pomysł, że zamiast z automatu nominować dowódców, to można rzucić przed grą ilu takich jest w plutonie i sobie jakoś wybrać. Wtedy możemy mieć różną jakość plutonu.

Ergo, uważam, że pluton w rzeczywistości nie wyglądał tak, że miał dziesięć czy naście małych grupek i każda napierała, bo miała odważnego lidera (tak widzę propozycję). Raczej to pojedynczy śmiałkowie napierali, pojedynczych kolegów zachęcając do pójścia za nimi.

 4 
 : Czerwiec 15, 2019, 07:26:58 pm 
Zaczęty przez michal - Nowe: wysłane przez michal
Po wczorajszym starciu mam następujące przemyślenia.

1. Mechanika jest ok, prosta i szybka.
2. Rzeczą, która mnie razi jest za duży jak dla mnie chaos, w gruncie rzeczy przebieg bardzo mało zależy od decyzji gracza.

Uważam, że jednak walki prowadzone były bardziej w małych (w szczególności 2-3 osobowych) grupkach. W każdej z takich grup był "aktywista", nie zawsze dowódca drużyny czy sekcji, po prostu bardziej aktywna, zdyscyplinowana nie skora do przestraszania się osoba. I to ona była motorem posuwającym tę grupkę do działania. To on przekonywał, że jest zadanie i trzeba je realizować, że już nie daleko, że już przecież nie strzelają, że z nami są koledzy w domu obok itd. Mieli oni również wpływ na przestraszonych kolegów może mniej doświadczonych, może bardziej bojaźliwych.

Chciałbym to jakoś oddać doprowadzając do działania na poziomie takich grupek a nie schodząc do pojedynczych żołnierzy. Nie dotyczy to oczywiście snajperów, pułapek z bazookami itp. Dlatego chciałbym doprowadzić do tego, że aktywność/pasywność decydowałaby się na poziomie tych grupek.

Celem jest również doprowadzenie do trochę większej stabilności nastrojów co pozwoli na mniej chaotyczne realizowanie zadań. Znam argumentację za dzisiejszym modelem i zgadzam się, że mogły się zdarzać tak rwane scenariusze i sytuacje. To co proponuję jest na próbę do weryfikacji, jeśli zwiększy to płynność - super, jak nie sprawdzi się - zawsze można ich nie wprowadzać i pozostać przy dzisiejszych rozwiązaniach.

3. Nie chcąc za bardzo grzebać proponuję rozważenie następujących postulatów

Propozycje boldem, dalej komentarz

- ideologicznie jednostki działają w grupkach - rajd jednego aktywnego grenadiera przez pole, który nie widząc kolegów i nie mając kontaktu z dowódcą idzie i atakuje okopaną drużynę i to z dobrym skutkiem, choć możliwy wydaje mi się trochę naciągany - co innego trzech grenadierów z dowódcą w domu.
- to czy żołnierze są aktywni czy nie, określamy na poziomie takich grupek, wytworzonych naturalnie w danej sytuacji, oznacza to, że nawet przestraszony będący cząstką "aktywnej" grupki idzie dalej, oczywiście na końcu, powoli, nie jest brany pod uwagę przy strzelaniu, chyba, że w obronie własnej i z minusami jeśli w grupce jest przewaga aktywnych - działają, jak pasywnych nie działają (równowaga działa na korzyść),
- aktywny jest w stanie "odstraszyć" jednego kolegę na ruch - mniej skutecznie, niż dowódca, ale jednak jeśli w grupce nikt nie jest aktywny, bo się przestraszyli i nikt na własną rękę się nie podniósł no to grupka jest pasywna,
- od razu po ustaniu przyczyny przestraszenia poszczególni żołnierze mogą "odstraszyć" się sami - próbujemy tylko raz bo efekt ustania zadziała lub nie
- podwójnie przestraszeni działają tak jak teraz, ale w mojej opinii są oni raczej skłonni do zalegnięcia w miejscu i nic nie robienia niż do uciekania, chyba, że okoliczności ewidentnie wskazują, że ucieczka jest nie ryzykowana, łatwa i daje gwarancję dużo lepszej sytuacji czyli na otwartym polu zalegamy, a jak jesteśmy koło domu to do niego wchodzimy, lub uciekamy za dom, krzaki, czołg czy co tam jest w zasięgu 10-15 metrów. Szczególnie jeśli nadal jesteśmy zagrożeni. Łatwiej jest chyba lec plackiem w bruzdę i poczekać niż poderwać się pod ogniem i uciekać po polu 30 - 40 metrów nawet jeśli to jest bieg do tyłu, dalej od wroga. Tacy zalegnięci, przestraszeni są w zasadzie nie podnoszalni do czasu ustania zagrożenia i to tylko przez kogoś "aktywistę" lub dowódcę. Nie dotyczy to Paniki, przez duże P wtedy nie kalkulujemy uciekamy nawet bez sensu - nie wiem czy mamy teraz taki stan w przepisach.

I jeszcze jedno. Walkę prowadziły "normalne" jednostki - grenadierzy to nawet trochę więcej niż standard jeśli chodzi o morale, wyszkolenie itp (mają Hanomagi więc ponadnormatywnie dobrze się czują i mają niezłe wsparcie). Kiedyś chciałem zrobić starcie grupa komandosów atakuje np. lotnisko bronione przez powiedzmy jednostki bojowe luftwaffe - zakładając, że oni powinni reagować jeszcze bardziej nerwowo to w ogóle nie wyobrażam sobie jakiejkolwiek zbornej akcji z ich strony, a przecież tak nie było. Chyba, że przyjmiemy konwencję, że każdy żołnierz to taki sam człowiek i na niskim szczeblu od siebie się nie różnią bo da się znaleść superbohaterów wśród personelu lotniska i tchórzy wśród spadochroniarzy - ok jest to oczywiście do przyjęcia.

Do przegadania są Hanomagi - jak one działają, z tego co czytałem Hanomag stojący 150 metrów od okopów i siejący ogniem z KMów w momencie gdy do okopów podchodziła piechota był w zasadzie nie zagrożony, szczególnie gdy się choć trochę przemieszczał - terror ognia ze stabilnej, osłoniętej, ale swobodnej dla operatora broni pozycji był taki, że wsparcie było lepsze niż oferowane przez czołg. Pytanie czy w naszych warunkach, Hanomag stojący 150m od okopu cokolwiek zobaczy, zawsze jest jakiś krzak, pagórek, szopa czy coś - Normandia to nie pustynia - no i co to jest w tej sytuacji terror ogniowy. Zakładam, że operator sieje na oślep po okopach póki nie zauważy zagrażającego mu celu (bazooka, działko, coś), dopiero w drugiej kolejności zajmie się tym co zagraża piechocie - jego rola to raczej przygniecenie ogniem.

Tu nie mam na razie zdania - uważam, że trzeba to przegadać, chyba, że macie inne zdanie.

Propozycje chętnie obgadam, na żywo - wszystkiego nie da się opisać. Nie wykluczam, że część z propozycji jest już teraz jakoś w przepisach, a ja mam za mało doświadczenia więc tego nie widzę. Jeśli dojdziecie do wniosku, że zmiany nie mają sensu, to też jest ok - po prostu muszę przyjąć obecną konwencję i tyle. Mechanizmy działają na obie strony więc nikt nie ma przez to lepiej.

MB


 5 
 : Czerwiec 11, 2019, 07:05:53 pm 
Zaczęty przez Adam - Nowe: wysłane przez Adam
I jeszcze trochę.

 6 
 : Czerwiec 11, 2019, 07:04:27 pm 
Zaczęty przez Adam - Nowe: wysłane przez Adam
Jeszcze trochę zdjęć.

 7 
 : Czerwiec 11, 2019, 06:48:37 pm 
Zaczęty przez Adam - Nowe: wysłane przez Adam
Rozegraliśmy z Bayardem kolejne starcie napoleońskie w skali 28mm. Ćwiczyliśmy tym razem atak na wieś. Wieś okazała się być całkiem rozległa, ale to nie przeszkadzało.

Dwa bataliony Księstwa obsadziły zabudowania i opłotki. W przód wysunięto dwie kompanie woltyżerów, ok.5 kompanii obsadziło główną linię obrony na skraju zabudowań, kilka zostało w odwodzie.
Nacierały nieco liczniejsze dwa bataliony austriackie wsparte sekcją artylerii 6-cio funtowej. Austriacy wysunęli w przód własne tyraliery i po kilku minutowej utarczce szczęśliwie zepchnęli w tył jedną z polskich kompanii. Ta cofnęła się w zamieszaniu. Ich sąsiedzi cofnęli się również pod naporem zwartych sił wroga. Oba bataliony austriackie, praktycznie bez strat, doszły do pozycji szturmowej. Musiały to być najlepsze pułki galicyjskie, ponieważ nie otworzyli ognia do ostatniego momentu. Jednak twarda postawa Polaków w końcu ich zatrzymała. Obie strony rozpoczęły ogień na kilkadziesiąt kroków. Lewy batalion austriacki (1/41) po krótkim czasie zmusił do odwrotu obrońców na swoim odcinku. W tym czasie na skrzydło drugiego batalionu (2/41) zaatakowała kompania polskiej piechoty (druga  trzymała w szachu wrogich tyralierów). Gwałtowny szturm zadał żołnierzom w białych  mundurach pewne straty, wzięto też kilkudziesięciu jeńców. Prawy batalion austriacki poszedł w rozsypkę. Polakom już wydawało się, że drugi batalion podzieli los kolegów, ale ambitny dowódca tyłowej kompanii austriackiej zmienił szybko front i kilkoma salwami powstrzymał atakujących, którzy podali tyły.

Batalion 1/41 próbował nacierać dalej w głąb wsi, ale spotkał się z kontratakiem odwodowej kompanii grenadierów. Polska elita powstrzymała napór npla, ale nie miała siły, aby wyrzucić go ze wsi. Przez następne ok.20 minut obie strony mordowały się z dużym zapałem wśród domów i ogrodów. Grenadierów wsparły jeszcze dwie kompanie z odwodu. Obie strony ponosiły straty, ale żadna nie mogła uzyskać przewagi i pokonać oporu wroga.

Tymczasem batalion 2/41 cofnął się za własne działa, gdzie mocno zdenerwowany dowódca pułku dał im do wiwatu. Chociaż oburzeni na wiadomości o swoim wątpliwym pochodzeniu, żołnierze zebrali się i na nowo sformowali szyk.
Działa austriackie wcześniej zostały podciągnięte w przód (spodziewano się, że będą potrzebne aby pomóc w odepchnięciu woltyżerów polskich). Teraz, po wycofaniu części sił, miały dogodne pole ostrzału. Rozpoczęły ogień kartaczami, jednak po pewnym czasie, kiedy dowódca nie obserwował dużych efektów ognia, postanowił oszczędzać cenne pociski i zmienił amunicję na klasyczne kule. Stopniowo artylerzyści wstrzelali się i zaczęli zadawać coraz większe straty polskiej piechocie.

Część batalionu 1/41, która nie miała jak rozwinąć się do walki we wsi, sformowała osobną kolumnę i próbowała wypchnąć Polaków ostrzeliwujących ich od flanki. Kilka razy ponawiany szturm nie przynosił jednak skutku.

W końcu batalion 2/41 sformował się i pod osobistym dowództwem pułkownika Weissa ruszył do natarcia. Tym razem kierował się nieco na prawo od wsi, aby najpierw pokonać przeciwnika schowanego za liniami zarośli obok wsi. Kompanie polskie na tym odcinku były już mocno wstrząśnięte poprzednimi walkami oraz ogniem artylerii. Natarcie pełnego batalionu, który nawet po stratach był blisko dwukrotnie liczniejszy, spowodowało ich dosyć pospieszny odwrót.
Jednocześnie mała kolumna 1/41 wdarła się w końcu do wsi i po krótkiej walce odrzuciła kontratak polskiej rezerwy.

Pomimo, że w centrum wsi nadal trwały walki, dowódca polski, widząc, że nie ma już czym powstrzymać ataku na skrzydle, zarządził generalny odwrót.

Straty wyniosły ok.230 zabitych, rannych i zaginionych po stronie polskiej i ok.320 po stronie austriackiej. Czas starcia ok.45 minut (18 ruchów).

 8 
 : Czerwiec 08, 2019, 03:24:54 pm 
Zaczęty przez Adam - Nowe: wysłane przez Adam
Używanie argumentów ad hominem i ad absurdum w jednej wypowiedzi sugeruje, że nie chcesz porozmawiać, więc szkoda mi czasu na przepychanki. Myślę zresztą, że dokładnie wiesz, o co mi chodziło.

 9 
 : Czerwiec 08, 2019, 05:42:02 am 
Zaczęty przez Adam - Nowe: wysłane przez Andrzej
Zasadniczo, nie przepadam za "chłopakami w sukienkach". 
Jak rozumiem, nigeryjski purpurat jest specem od działań kryzysowych czy bezpieczeństwa narodowego...

Co to znaczy:
"Teraz rozbroiliśmy się, aby siły bezpieczeństwa mogły nas bronić, ale te nie są do tego zdolne. Jedyne osoby, które noszą broń, to przestępcy”
...?
SAMI się rozbroiliśmy???
Czy ktoś wydal dekret, zarządzenie, ustanowił prawo ograniczające dostęp do broni?
Skoro "Jedyne osoby, które noszą broń, to przestępcy”, czy to oznacza, że siły bezpieczeństwa NIE NOSZĄ BRONI???

 10 
 : Czerwiec 07, 2019, 03:22:02 pm 
Zaczęty przez Adam - Nowe: wysłane przez Adam
Andrzeju, przecież nie chodziło mi o łuki, tylko o zasadę dostępu do broni. Zacytuję jeszcze raz:
Cytuj
"Teraz rozbroiliśmy się, aby siły bezpieczeństwa mogły nas bronić, ale te nie są do tego zdolne. Jedyne osoby, które noszą broń, to przestępcy”
Oczywiście, że współcześnie kupili by sobie kałasze, czy co tam dają w okolicy, a nie łuki.
P.S. Nie wiem skąd Twoje uprzedzenie do rozgłośni. Robią coś, o czym nie wiem?

Strony: [1] 2 3 4 5 6 7 8 ... 10
Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.11 | SMF © 2006-2009, Simple Machines LLC Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!